Człowiek i natura

człowiek i natura

Powszechnie w wypowiedziach i piśmiennictwie spotyka się takie zestawienie pojęć jak to zawarte w tytule, człowiek i natura. Dwa słowa, które stoją obok siebie, tak jak człowiek w swojej fizyczności zdaje się być odrębny, od tego co określamy powszechnie naturą.

Odrębność ta jest w części wyrazem naszego postrzegania rzeczywistości przy pomocy bądź co bądź, ograniczonych zmysłów, jakimi dysponujemy, ale również, a może przede wszystkim, systemu wychowania i nauczania. Systemu, który można by zdefiniować jako autorytarny, w przeciwieństwie do odkrywczego, w którym dzieci i młodzież uczą się poznawać rzeczywistość poprzez własne doznania i przemyślenia, a nie poprzez skonkretyzowane wcześniej przez kogo innego dogmaty i idee.

Skostniały ten system, nie uczy rozwoju świadomości ogarniającej więcej niż podstawowe zmysły i konkretyzuje tożsamość, która nie porusza się poza własne ego.  W ten sposób produkujemy następne pokolenia ludzi zajętych zapamiętywaniem tych samych teorii, żyjących tą samą przeszłością, wierzących w to samo co my, ludzi mylących pamięć z inteligencją. Wychowujemy nowe pokolenie ludzi sobie podobnych, walczących o przetrwanie, ze skonkretyzowanym, egocentrycznym sposobem myślenia, zamykającym drogę do poznania poza fizycznych aspektów naszej egzystencji. Sam fakt, że musimy  uczyć nasze dzieci przyrody oraz ochrony środowiska naturalnego, potwierdza nieświadomość zakresu naszego własnego bytu.

Człowiek, który jako jedyny ze wszystkich stworzeń posiada wolną wolę, nie potrafi świadomie porozumieć się z resztą natury ani nawet z własnym ciałem. Nie rozpoznajemy już, że drzewa pracują w symbiozie z naszymi płucami, abyśmy mogli oddychać, żyć; że to miliardy mikrobów i bakterii, stanowiących większość naszego ciała, decydują o tym jak się dzisiaj czujemy; że słońce inicjuje energię w naszych komórkach, a woda napełnia i uruchamia najbardziej złożoną fabrykę chemiczną, do której poznania, tak wiele nam jeszcze potrzeba; że bez księżyca i kosmicznej synchronizacji rozrodczości naszych matek, nikt z nas by się nie narodził.

To, że nie mamy świadomego kontaktu z naturą – i nie mówię tutaj o wypadzie za miasto- świadczy o tym, jak bardzo ograniczone są nasze doznania i jak nieświadomie poruszamy się w pulsującym, żywym wszechświecie.

Do tego, aby pojąć, jaką pozycję w naturze zajmuje człowiek, nie wystarczą nasze myśli i kalkulacje, których natłoku nie potrafimy kontrolować w swoich własnych głowach. Umysł do niczego się tu nie przyda, preferując ludzkie wygody i ekonomię.

Potrzebna jest nowa jakość, realne, faktyczne doświadczenie jedności człowieka z wszystkim, co żyje.

Aby do tego doszło, musielibyśmy najpierw zatrzymać się w tym niekontrolowanym zachwycie nad własną wyjątkowością i przyznać, że ludzka pomysłowość obraca się tylko wokół zaspokajania coraz bardziej wygórowanych potrzeb człowieka, ale nie ma nic wspólnego z jego własnym rozwojem, z lepszą percepcja życia, z osobistym niezależnym od okoliczności przeżywaniem szczęścia, z ekstazą współistnienia i z wieloma innymi stanami, dla których język polski nie ma właściwych określeń.

Aby stać się człowiekiem w pełnym wymiarze, czyli takim, do którego zostaliśmy powołani, musimy zacząć uczyć nasze dzieci uważności, skupienia i przyglądania się temu co istnieje wokół, tak aby ich świadomość obejmowała nie tylko fizyczne aspekty egzystencji, ale aby rozciągała się na te, niewidoczne gołym okiem i nieogarnięte przez logiczny rozum. Nauczmy kontroli nad swoimi emocjami i odpowiedzialności za działania. Przestańmy wciskać im do głów powielane fakty i nasze koncepcje na życie, bo nikt z nas tak naprawdę nie wie, czym prawdziwe życie jest.

Wtedy, nie trzeba będzie przekonywać nikogo do ochrony środowiska naturalnego. Człowiek będzie wiedział, że żyje w symbiozie z naturą, z innymi ludźmi, że to on sam jest środowiskiem naturalnym. W ten sposób możemy stać się tym, do czego zostaliśmy powołani, do bycia kuratorami życia na ziemi, a nie jej eksploatatorami.